sobota, 23 lutego 2019

Order from SheIn

Order from SheIn
Hejka!
Przychodzę dzisiaj do was z nowym zamówieniem ze sklepu SheIn.
Nie wiem czy już zdążyliście zauważyć, ale bardzo lubię kolor bordowy. Jestem po prostu zakochana w ubraniach o tym kolorze i uwielbiam kontrastować je z czarnymi dodatkami, dlatego też w tym zamówieniu zawarłam ten śliczny bordowy, jak zwykle trochę odsłaniający brzuch sweterek.
Mimo, że na początku miałam co do niego mieszane uczucia przekonałam się do niego i stał się jednym z moich ulubionych sweterków.






Sweter: SheIn
Spodnie: Reserved

W paczce oprócz sweterka znalazłam również bordową, krótka sukienkę z falbanką oraz polarową, czarną kurtkę. Sukienka bardzo mi się spodobała, a że ostatnio mam fazę właśnie na tę część garderoby nie żałuję jej wyboru. Mogłaby być ona odrobinę dłuższa, ale taka długość też mi odpowiada. Jeśli chodzi o kurtkę to myślę, że raczej nie będę w niej chodziła na co dzień, ale za to bardzo mi się przyda na sesjach. Jest ona bardzo ciepła oraz miła w dotyku i (czego nie widać na zdjęciach) posiada duży kaptur. Do stylizacji dobrałam również długie, czarne buty za kolana na obcasie.








Sukienka: SheIn
Kurtka: SheIn
Buty: Gamiss

Mam dla was także kod rabatowy do sklepu SheIn:
Q1unde10
Oceńcie sami jak prezentują się te rzeczy!

czwartek, 7 lutego 2019

Winter Session

Winter Session
Hej wszystkim!
Mieliście już ferie zimowe? A może dopiero je zaczynacie'?
 Moje ferie już praktycznie dobiegają końca, a ja zaczynam zdawać sobie sprawę, że przez te 14 dni nie zrobiłam nic pożytecznego. Zresztą, pogoda była zbyt brzydka żeby cokolwiek mi się chciało robić, a nawet jeśli już się przemogłam i za coś się wzięłam, to zwykle tego nie kończyłam. Jednak taka chwila odpoczynku była dla moich oczu wielkim ratunkiem, ponieważ wreszcie miały chwilę żeby się zregenerować. Mimo, że śniegu nie było za dużo tej "zimy", na samym początku wolnego zrobiłam sobie małą sesje zdjęciową na śnieżnym tle. Ostatnia zaczęłam bardziej eksperymentować z ubraniami, których nie używam lub rzadko zakładam, tworząc różne połączenia. Ponieważ nie mam przylegającej spódnicy, a bardzo chciałam połączyć z nią te bluzę postanowiłam założyć ja na zwykłą, czarna, przyległą sukienkę. Do tego założyłam długie kozaki oraz czarna kurtkę, ponieważ jednak było mi trochę zimno. 









Sami oceńcie jaki jest efekt takiego połączenia.

sobota, 26 stycznia 2019

Valentine’s Day | Ever-Pretty

Valentine’s Day | Ever-Pretty
Walentynki już bardzo blisko, a nadal wiele osób nie ma z kim ich spędzić. 
Powiem wam szczerze, że są to moje pierwsze walentynki w życiu, które w jakiś tam sposób mam zaplanowane. Przez ostatnie lata ten dzień wyglądał u mnie praktycznie tak samo: kakałko, seriale i kocyk, no ewentualnie jakieś wyjście z przyjaciółmi, którzy także nie mieli z kim obchodzić tego święta. Raz na jakiś czas dostawałam jakąś walentynkę, sama nie wiem od kogo i po co, bo i tak nie poprawiało mi to humoru. Jakoś ten dzień, który dla zakochanych był czymś wspaniałym, mnie osobiście dobijał z roku na rok coraz bardziej. Na ulicach zauważałam tylko pary trzymające się za ręce, w galerii chłopaków wręczających kwiaty swoim księżniczkom, a w telewizji pełno komedii romantycznych albo jakichś innych miłosnych bzdetów. Zawsze tego dnia zaczynałam zastanawiać się, tak jak pewnie większość singielek, co jest ze mną nie tak, że tylko ja nie mam z kim spędzić tego jakże wyjątkowego i bardzo ważnego święta?!


Jednak w ostatnim czasie bardzo dużo się zmieniło, od zmiany szkoły, środowiska i przyjaciół po poznanie bardzo fajnego chłopaka, z którym aktualnie jestem. Zaczynam powoli myśleć jak sobie zaplanować ten dzień. Może jakieś kino? Kawiarnia? Sama jeszcze tego nie wiem.
Mimo tego, że sama zamierzam świętować w tym roku, boli mnie że ludzie często traktują walentynki  jako jedyny w roku kiedy mogą pokazać swojej połówce co naprawdę czują. Zamiast zaskakiwać ją i okazywać jej czułość codziennie bez żadnej okazji, nie robią nic, a 14 lutego nagle budzi się ich wielka, ogromna miłość do drugiej osoby...

A ponieważ wiele osób wybiera się tego dnia na romantyczne kolacje lub inne wyjścia, każda kobieta chce się zaprezentować jak najlepiej i dobrze wypaść u boku swojego partnera. Przygotowałam więc przegląd sukni na walentynkowy wieczór z bardzo fajnej strony o nazwie ever-pretty.com. Mają oni naprawdę bogaty asortyment sukienek od wieczorowych po ślubne i do tego w rozmiarach plus Size. Chyba nie spotkałam się jeszcze z żadnym sklepem, którego asortyment tak bardzo by mnie zachwycił, praktycznie każda bardzo mi się podoba i naprawdę każdą bym chętnie przygarnęła do siebie. Do tego są one w całkiem przystępnych cenach.


Postanowiłam wybrać te trzy sukienki, ponieważ każda z nich się w jakiś sposób różni. 
Uważam też, że każda kobieta znajdzie tam coś dla siebie.
A jak wy planujecie spędzić ten dzień?
Słyszeliście o tej stronie?

wtorek, 15 stycznia 2019

C-Thru Lime Magic i Tender Love

C-Thru Lime Magic i Tender Love
Hejka
Ponieważ grudzień był miesiącem prezentów, w moim przypadku głównie kosmetycznych, to przygotowałam kilka postów o produktach, które dostałam w ostatnich tygodniach. W tym poście postanowiłam opisać dwa zestawy od C-thru.


***
Zacznę od nieco słodszego zestawu zapachowego "Tender Love", ponieważ mam z nim styczność po raz pierwszy. W środku pudełeczka znajdziemy żel pod prysznic, antyperspirant w aerozolu oraz dezodorant w spray'u.


Żel pod prysznic oraz perfumy mają niemal identyczny zapach, co bardzo mi się podoba w takich zestawach, ponieważ dzięki temu całe nasze ciało pokryte jest tą samą barwą zapachową i nie mieszamy różnych woni. Pozwala to uniknąć czasem nieprzyjemnych mieszanin zapachowych.
Jeśli chodzi o sam zapach, jak pisze producent "jest to świeża kobieca kompozycja owocowo-kwiatowa. Zapach otwiera nuta gruszki, mandarynki oraz bergamotki. Akord serca to idealna kombinacja płatków fiołka, jaśminu i kwiatu lotosu. Całość dopełnia baza złożona z piżma, bursztynu i wanilii."


Według mnie jest to dosyć słodki, ale nie mdlący dziewczęcy zapach, który świetnie sprawdzi się na co dzień u nastolatek. Jest on także dosyć intensywny i długo utrzymuje się na skórze. Nie czuje w nim ani nuty gruszki, ani mandarynki, bardziej jakieś słodziutkie, pudrowe cukierki. Według mnie ten zapach nie cieszy się oryginalnością, bo nie jest jakiś super śliczny i niespotykany, za to nie mogę powiedzieć, że mi się nie podoba czy jest brzydki. Zapach ten jest po prostu ładny. Opakowanie również nie przykuwa wzroku, czego można się spodziewać bo produkt ten jest stosunkowo tani. 



Żel pod prysznic ma troszkę mniej intensywny i mniej słodki zapach, jednak nadal nie wyczuwam w nim opisanych składników, może ciupkę wanilię. Do tego na skórze (w moim przypadku) utrzymywał się tylko kilka minut. Podczas kąpieli nie muli ani nie powoduje u mnie zawrotów głowy (jak u mnie bywa z intensywnymi zapachami żeli). Do tego po umyciu moja skóra przez długi czas jest miękka oraz gładka w dotyku.


Dezodorant ewidentnie rożni się zapachem od pozostałych dwóch produktów. Wyraźnie czuć w jego składzie nutkę wiśni. Nie jest on bardzo słodki za to dosyć intensywny. Według producenta działa on przez 48 h, posiada także ekstrakt z japońskiej wiśni Sakura oraz mineralne składniki pochodzenia naturalnego. Do tego nie pozostawia on na skórze ani na ubraniach białych śladów.

***

W drugim zestawie znalazły się żel pod prysznic oraz dezodorant o zapachu "Lime Magic". Ja do zestawu dostałam także moją ulubioną wodę toaletową o tym samym zapachu.


Muszę się przyznać, że kosmetyki o tym zapachu należą do moich ulubionych więc kiedy zamiast samej wody toaletowej zobaczyłam ten zestawik byłam zachwycona. 
Według producenta jest to "kwiatowo-owocowy zapach, który otwiera nuta osłodzonej zielonej herbaty z odrobiną cytryny oraz bergamotki. Akord serca to idealna kombinacja płatków róży oraz jaśminu, a całość dopełnia baza złożona z białego piżma oraz paczuli"


Pozwólcie, że zacznę od kosmetyku, którego nie znajdziecie w pudełku, ponieważ to on sprawił że zakochałam się w tym zapachu. Tę wodę dostałam kilka lat temu na Mikołajki klasowe i już kiedyś o nim wspominałam na tym blogu.
 Aromat ten jest dosyć intensywny, a za razem lekki i orzeźwiający. Nie boli od niego głowa, za to długo się utrzymuje. Rzeczywiście czuć zieloną herbatę jak i cytrynę. Jednak, co ważne, nie pachnie on jak płyn do szyb! Ma naprawdę wyjątkowy i bardzo mi się podoba. Używam go w sumie już od 3 lat i nadal jest moim numerem jeden.


Do tego ma naprawdę świetne zrobione opakowanie. Szklana fiolka o pojemności 30ml lub 50 ml zamknięta jest w plastikowej tubie. W środku fiolki znajdziemy również małe kuleczki, które dodają wodzie oryginalności. Jedynym minusem jest zatyczka, która przy każdym opakowaniu które miałam pękała. Zdarzało się również, że świeżo otwarte przeze mnie opakowania miały już pękniętą zatyczkę, jednak jakoś specjalnie mnie to nie zraziło do tego produktu.


W przypadku zielonego żelu zapach jest tak samo intensywny jak zapach wody toaletowej. Do tego na skórze utrzymuje się zdecydowanie dłużej niż ten z poprzedniego zestawu. Nawet jeśli użyjemy go podczas kąpieli dużo, to jego zapach nie muli, a raczej orzeźwia i poprawia samopoczucie. Na skórę działa tak jak poprzedni - pozostawia ją wygładzoną i miękka.


Ostatnim produktem jest dezodorant. Aromat długo utrzymuje się na skórze oraz nie podrażnia mojej skóry oraz nie różni się zapachem od dwóch pozostałych. Zazwyczaj stosuje go po WF'ie, żeby się odświeżyć.

Podsumowując:

Oba zestawy mają ładny, niemdlący zapach, który dosyć długo utrzymuje się na skórze. 
Jednak wciąż bardziej urzeka mnie orzeźwiający zapach z nutą cytryny. Do tego takie zestawy to świetna rzecz, ponieważ nie musimy dzięki temu łączyć kilku kosmetyków o różnych zapachach.


Mieliście jakiś produkt z tych serii zapachowych? 
A może polecacie jakieś inne aromaty z tej firmy?
Piszcie w komentarzach!

wtorek, 1 stycznia 2019

Happy New Year!

Happy New Year!

Wczoraj pożegnałam 2018 rok. Rok w którym nastąpiło wiele zmian, jak sądzę na lepsze w moim życiu. Zaczęłam naukę w nowej szkole, a co za tym idzie poznałam nowych wspaniałych ludzi. Zmierzyłam się też z wieloma nowymi dla mnie wyzwaniami i przeszkodami, które starałam się z gracją ominąć. Mimo, że z wieloma osobami w tamtym roku utraciłam kontakt i tak dziękuję za to, że byliście obok mnie przez ten czas, nie ważne jak urwał się między nami kontakt. 


 Mamy teraz nowy, już 2019 rok. Lata mijają mi coraz szybciej, a czas chyba bierze udział w jakimś maratonie, bo ciężko mi go złapać żeby mieć chwilę na cokolwiek. Jednak mam nadzieję, że w tym roku uda mi się wygospodarować go więcej dla siebie i moich znajomych. Także chce teraz przedstawić wam kilka moich noworocznych postanowień, które oczywiście postaram się realizować, ale każdy wie jak to jest z tymi postanowieniami. Obiecałam sobie, że dokładnie za rok w noworocznym poście podsumuję jak mi poszło.

  1. Wstaje wcześniej na weekendzie i w dni wolne
 No niestety z wielkim bólem przyznaje się, że w dni wolne umiałam odsypiać szkołę aż do godziny 14.00 przez co ciężko było mi cieszyć się weekendem i czasem jaki miałam.

2. Zaczynam regularnie ćwiczyć

Chcę poprawić swoją kondycję oraz trochę ujędrnić moje nogi więc muszę się spiąć i przeznaczyć więcej czasu na ćwiczenia a mniej na leniuchowanie i jedzenie słodyczy z mikołajek. 
 
3. Będę się uczyć na bieżąco, a nie dzień przed egzaminem.

(Szczególnie przedmiotów, z których będę zdawać maturę)
Mimo, że mam dobre oceny, męczące jest uczenie się na pamięć 30 stron 12 godzin przed egzaminem, więc postanowiłam to zmienić i zamiast spędzać 4 godziny na social mediach zajrzeć chociaż na 30 minut do książki.

Także to są moje 3 główne postanowienia jakie chcę wdrążyć w tym roku. Jak mi pójdzie? Sama nie wiem, bo pierwszy raz rzucam sobie takie wyzwanie, ale trzymajcie za mnie kciuki, żebym wytrwała w ich jak najdłużej!
 
 
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU KOCHANI!!!
 
 
 
 
 

wtorek, 27 listopada 2018

Bańkowa Sesja

Bańkowa Sesja
Jesień mnie jakoś tak natchnęła, że postanowiłam zrobić sobie kilka zdjęć, znaleźć chwile i wreszcie dodać coś na bloga. Niestety moje zdjęcia robiłam wczesna jesienią, więc tylko gdzieniegdzie można zauważyć jej oznaki, natomiast na typowo jesienne zdjęcia nie zdążyłam się udać, ponieważ zaskoczył mnie śnieg. Cała sesja wyszła bardzo spontanicznie i tak naprawdę mieliśmy bardzo mało czasu żeby zrobić jakiekolwiek zdjęcia, bo złapał nas deszcz, dlatego światło nie jest na nich zbyt dobre. Jeśli chodzi o sam zamysł, to skorzystałam z faktu ze mój chłopak miał w kieszeni bańki mydlane, a ja chciałam dodać moim zdjęciom troszkę uroku. 
Co ciekawe większość ujęć została mi zrobiona w formacie live photo wiec postanowiłam ze utworze z nich gify. Naprawdę dawno tak się nie bawiłam podczas sesji. Efekty pracy mojej, mojej przyjaciółki i mojego chłopaka możecie ocenić sami oglądając zdjęcia i gify zawarte w tym poście.


 





A wam udało się zrobić jakieś magiczne, jesienne zdjęcia w tym roku?

piątek, 2 listopada 2018

#11 Haul Zakupowy Rossmann

#11 Haul Zakupowy Rossmann
Hej!
Jak pewnie wiecie ostatnio odbyła się w Rossmannie słynna promocja -55 % na kosmetyki. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym z niej nie skorzystała i nie kupiła paru rzeczy do swojej kosmetyczki. Mimo, że kosmetyki te nie są bardzo drogie i nie kupiłam ich dużo, chciałbym pokazać wam co takiego wybrałam i powiedzieć mniej więcej jak mi się sprawdziło.


***

Kilka dni przed promocją skończył mi się puder, więc postanowiłam uzupełnić zapasy.
Niestety puder, którego zawsze używałam (Manhattan Soft Compact Powder) został wycofany z tego sklepu. Postanowiłam więc spróbować czegoś nowego i wybrałam dwa, całkowicie różne od siebie pudry.


***

Zacznę od Banana loose powder z Wibo.
Już jakiś czas czaiłam się na ten sypki puder, jednak nie byłam na niego zbyt zdecydowana. Dopiero kiedy przyjaciółka mi go poleciła, postanowiłam spróbować i go zakupić. 


Powiem szczerze, na początku nie byłam do niego za bardzo przekonana, ponieważ wydawał się być dla mnie trochę za jasny i bałam się, że zostawi mi żółte plamy na twarzy. Do tego jest to puder pół transparentny, a ja nie przepadam za transparentnymi pudrami.
Jednak puder bardzo fajnie się u mnie sprawdza. Bardzo ładnie matuje oraz wygładza moją cerę, nadaje także ładny, troszkę żółty odcień mojej skórze, co wbrew pozorom wygląda bardzo fajnie. Do tego ma piękny bananowy zapach, jednak może to przeszkadzać osobom, które nie lubią bananów, bo jest on w miarę intensywny. Jedyną małą wadą jaką zauważyłam u siebie odnośnie samego produktu jest fakt, że czasem, odrobinę podkreśla mi suche skórki, jednak nie jest to bardzo widoczne. 
Puder ten jak na swoją jakość jest dosyć tani, a starcza na kilka miesięcy przy codziennym stosowaniu, jednak przez to ciężko go znaleźć.

***

Drugim pudrem jest puder FIT me z Maybelline. 
Kupiłam go, ponieważ słyszałam bardzo dużo pozytywnych opinii od moich znajomych o tym produkcie. Osobiście wole pudry, które nadają kolor od transparentnych, więc uznałam że jakby nie podszedł mi do gustu ten z Wibo, to w razie co wezmę sobie ten.


Czytając opinie o tym pudrze dużo osób skarży się na brak odpowiednio jasnego do ich cery odcienia. Porównując zdjęcia obu pudrów można od razu zauważyć, który z nich jest o wiele jaśniejszy. Ja mam dość jasną cerę lecz postanowiłam zaryzykować i wybrałam numer najjaśniejszy dostępny w mojej drogerii, czyli 110. Okazało się, że puder ten idealnie pasuje do mojej skóry.
Poza tym puder FIT me sprawdza mi się o wiele lepiej  od tego z Wibo. Moja skóra nie jest wreszcie taka blada, puder nadaje jej ładny kolor i bardzo dobrze matuje, efekt utrzymuje się w moim przypadku bardzo długo (nawet do 8 godzin). Ma także bardzo fajną konsystencje oraz  mało odczuwalny zapach. Do tego naturalnie wygładza on moją cerę, nie tworząc efektu maski.
Nie zauważyłam jeszcze żadnych wad odnośnie tego produktu, jest on trochę droższy od pudru Bananowego z Wibo, ale u mnie sprawdził się trochę lepiej.

***

Drugą, bardzo potrzebną mi od kilku tygodni rzeczą, był tusz do rzęs. Postanowiłam kupić sprawdzony już przez moją mamę tusz z firmy Maybelline.


Kocham te tusze ze względu na kształt ich szczoteczek. Bardzo mi one odpowiadają, ponieważ znakomicie rozdzielają moje rzęsy, przez co nie sklejają się one ze sobą.Tusz świetnie wydłuża oraz pogrubia moje rzęsy, nie zostawia grudek i nadaje im naturalny wygląd. Do tego mimo braku wodoodporności nie rozmazuje się, ani nie obsypuje i z łatwością się zmywa. Ma także bardzo dobrą pigmentacje i fajne, matowe wykończenie. Stosuje go na co dzień i świetnie mi się spisuje.

***

Skusiłam się także na pomadkę Aqua Platinum nr 480 oraz konturówkę Max Intense Color nr 12 od Eveline.


Na początku miałam zamiar używać obu produktów razem, jednak jak się okazało szminka inaczej prezentuje się na ustach niż na ręce. Szminkę tę kupiłam, ponieważ bardzo spodobał mi się jej jasny, różowy kolor, chciałam też spróbować czegoś nowego i kupić jakąś pomadkę z połyskiem, ponieważ posiadam same matowe. Jednak na ustach koloru tej pomadki prawie w ogóle nie widać, stapia się on z kolorem moim ust i jedynie trochę go poprawia, zostawiając przy tym dosyć ładny połysk. Bardzo fajne w tej pomadce jest to, że ma ona właściwości nawilżające oraz bardzo ładnie pachnie. Niestety nie jest ona też zbyt trwała. Dla mnie jest idealna do szkoły lub na co dzień przy lekkim makijażu, ale konturówka nie jest mi do niej potrzebna, bo nie oddaje ona prawie w ogóle koloru.


Jeśli chodzi o samą konturówkę postanowiłam używać ją z inną pomadką i bardzo fajnie mi się ona sprawdza. Długo pozostaje na ustach i dobrze łączy się z innymi pomadkami. Bardzo podoba mi się też to, że kupujemy ją od razu ze strugaczką. 

***

Ostatnią rzeczą, a bardziej zastawem jest OH my Lips, także od Eveline.


Nigdy nie byłam za bardzo przekonana do tych zestawów, jednak od dawna poszukiwałam matowej szminki, właśnie w takim kolorze. Postanowiłam kupić więc najjaśniejszy kolor (nr 1) i nie żałuje!
W opakowaniu znajdziemy płynną, matową pomadkę oraz konturówkę (również ze strugaczką). Cały zestaw okazał się być dla mnie strzałem w 10. Genialnie się u mnie sprawdza i bardzo lubię go używać. Pomadka długo utrzymuje się na ustach, nie ściera się, a co najważniejsze jest bajecznie wręcz matowa i ma cudowny kolor. Mimo matu nie wysusza ust. Lubię ją też za neutralny zapach i świetną konsystencję. Jedyny minus jaki widzę to, to że pomadka troszkę nierówno się nakłada, jednak nie przeszkadza mi to bardzo.

***

Chwalcie się w komentarzach co wam udało się upolować na tegorocznej przecenie!
Copyright © 2016 Under Control , Blogger